Pospolite ruszenie zawiodło

44

   Organizatorom "Powrotu króla" w Lesznie z całego serca życzę, by za kilka lat ich impreza zyskała rangę i popularność na miarę tegorocznego "Szlifowania bruku".  Mimo sporej reklamy i tym razem królewski orszak nie przyciągnął tłumów. Ba, można powiedzieć, że rynek świecił pustkami, a niedobitki widzów snuły się w tę i z powrotem, jakby bez przydziału, za równie ślamazarną świtą Stanisława Leszczyńskiego.

    O imprezie dowiedziałam się w piątek dzięki bilboardowi zawieszonemu przy wyjeździe z Wrocławia do Leszna. Ale nie dlatego, że reklama była zawieszona w super atrakcyjnym miejscu. Wręcz przeciwnie, ledwie ją było widać zza liściastego drzewa, wciśniętą gdzieś przy murze. Dostrzegłam bilboard, bo poznałam kolory i grafikę stosowane przez organizację Leszno-Region.

   Najbardziej zainteresował nas przyjazd króla zaplanowany na godzinę 16.40. Specjalnie skróciliśmy wypoczynek nad jeziorem i punktualnie stawiliśmy się na rynku. W tym czasie nad miastem szybował samolot ciągnący transparent z napisem "Powrót króla 2009". Choć latał wyjątkowo nisko, podejrzewam, że niewielu leszczynianom coś owe hasło mówiło. Przed rynkiem zagadnęliśmy mężczyznę w średnim wieku, chyba wracającego z działki.

  – Jaki król? Jaki powrót? Nie wiem, o co chodzi…- wzruszył ramionami.

    Okazało się, że podobną wiedzę o imprezie ma większość leszczynian. Choć spodziewaliśmy się tłumów na miarę "Szlifowania bruku", główny plac miasta zajęty był zaledwie w jednej czwartej. Przy scenie stało kilkadziesiąt, no może 100-200 osób. Uczciwie muszę dodać, że sporą część publiczności stanowili dziennikarze, ich małżonkowie i dzieci oraz… miejscy urzędnicy. Gdzieniegdzie włóczył się konno jakiś ospały rycerz rozmawiający przez komórkę, było też jakieś stoisko ze zbroją rycerską, której małe dziecko nie mogło dotknąć, bo zostało ofuknięte przez "pilnowacza"….

     Wreszcie przyjechał król….Pełna napięcia chwila przerodziła się w wielkie rozczarowanie. Król ze świtą wjechali, ale tak jakoś cicho. Mówił o tym orszaku głos ze sceny, równie beznamiętny, co pasażerowie karocy… W ogóle wszystko było zbyt poważne, mdłe, nadęte.

    Ów zapowiadany pomnik nawiązujący do postaci króla Stanisława okazał się laską, która zresztą po uroczystym odsłonięciu nagle zniknęła. Wreszcie para królewska zasiadła na tronach, ustawionych pod żółtym i brudnym parasolem z logo CH Manhattan. Przypadek, czy też zmyślna reklama centrum handlowego?

    Gdy nadszedł czas prezentacji francuskich gości w strojach z epoki króla Stanisława, przed sceną siedziało niewiele osób. Mnie byłoby przykro produkować się przy tak nielicznym gremium, a jako organizator spaliłabym się ze wstydu.

    Czego zabrakło "Powrotowi króla"? Chyba porządnego programu, rozpisanego co do minuty i bardziej atrakcyjnego. Trzeba było przewidzieć, że rozpalonych boszkowskim słońcem leszczynian trzeba będzie przyciągnąć naprawdę super atrakcjami. Inna rzecz, że królewska impreza była jednak słabo rozreklamowana. Wzorem Kościana należało umieścić transparenty na każdej ulicy i  aktywniej puścić w miasto i okolice samochody z wyjącymi megafonami. Prosta rzecz, a jednak…

    Jednym słowem: impreza nie wypaliła, a wielka szkoda, bo mogłaby być wizytóką miasta. Pozostaje mieć nadzieję, że tak będzie za lat kilka. Pocieszający jest jedynie fakt, że szefowa wydziału promocji urzędu miasta wraz ze swoją załogą stanęli na wysokości zadania i wystąpili w dworskich przebraniach.

  Dopisały też charty, które wzięły udział w korowodzie. A jak było na koncercie Renaty Przemyk chyba dowiem się z regionalnych portali…