Festyn bez kielicha

26

 

   Młodzi organizatorzy siedlnickiego festynu w powiecie wschowskim przerośli o głowę wydawałoby się profesjonalistów z Organizacji Turystycznej Leszno-Region. Tak sobie myślę, gdy porównuję dwie imprezy, w których w weekend uczestniczyłam dzień po dniu.

    O Powrocie Króla nie będę już wspominać w szczegółach – przypomnę tylko, że był słabo nagłośniony, a mało atrakcyjny program nie zachęcał do dłuższego pobytu na rynku. W efekcie widzów było niewielu, na dodatek poważnie znudzonych.

    Zupełnie inaczej było dzień później, w niedzielę, w Siedlnicy w powiecie wschowskim. Młodzi właściciele stadniny koni i gospodarstwa agroturystycznego  po raz pierwszy rozgrywane u nich zawody konne połączyli z rodzinnym festynem. Jak na amatorów w tym zakresie  poradzili sobie doskonale.

    Pomijam część jeździecką -nie znam się na koniach, nie mogę mieć więc żadnej opinii w tej kwestii. Natomiast festyn był pełen atrakcji. Dzieciaki tłoczyły się w kolejce do przejażdżki bryczką, szturmowały wioskę indiańską i stoisko z gliną, z zapałem startowały w sportowych konkurencjach, zwiedzały stajnie, jeździły na kucykach i zajadały przygotowane przez gospodarzy cukierki. Oczywiście wszystko było za darmo, a w przygotowanie programu zaangażowani byli mieszkańcy.

    Niezwykłym jak na wioskę (ale w mieście byłoby to równie wyjątkowe) posunięciem był zakaz sprzedaży alkoholu. W budkach i stoiskach gastronomicznych nie można było nabyć nawet bezalkoholowego piwa 🙂 Brawa dla gospodarzy, że oszczędzili dzieciakom widoku rodziców, cioć, wujków, dziadków i babć masowo słaniających się na nogach i bełkocących końskie brednie. Choć, uczciwie muszę przyznać, policja miałaby tam co robić z alkomatem. Gdzieniegdzie przemykali nietrzeźwi, ale  świadomi niestosowności swego stanu chowali się z kieliszkami po kątach.

    Okazuje się więc, że można zorganizować imprezę, która przyciągnie tłumy. Nie trzeba do tego żadnych etatów, wielkich pieniędzy, dyplomów magisterskich etc. Gospodarzom z Siedlnicy tak zależało na rozreklamowaniu festynu, że oprócz komunikatów w mediach, wysyłali mejle i esemesy do mniej i bardziej znajomych, a o patronat medialny naszej redakcji starali się już pół roku wcześniej. Czyżby ekipa od króla Leszczyńskiego powinna skorzystać z przeszkolenia młodych pasjonatów?