Perfidne złodziejki z wózkami

52

 

     Matki z wózkami są złodziejkami najczęściej notowanymi przez policję. Także sądy w całej Polsce toną od spraw karnych wnoszonych przez ekspedientki przeciwko matkom w różnym wieku. Sposobów ich działania jest wiele, co świadczy o tym, że wykroczenia popełniają indywidualnie, nie działając w żadnej zorganizowanej grupie przestępczej.

         Podstępne baby  niby z czułością pochylają się nad swoim maleństwem w wózku, w rzeczywistości sięgając do położonej nisko półki z kawą rozpuszczalną. Inne udają, że zmieniają pieluchę, lecz ukradkiem, kopnięciem nogi, strącają z półki trzy czekolady. Nikt jednak nie wie, w jaki sposób łakocie lądują potem w koszu pod wózkiem. Tego, niestety, sklepowy monitoring nie zarejestrował. Starsi policjanci pamiętają nawet perfidną, lecz niezwykle biegłą w swym procederze matkę, która kradła podczas …..  karmienia piersią. Na stojąco, poprzez machnięcie biodrem, od razu wrzucała pod wózkowy koc paczkę pampersów…..

        To jeszcze nie koniec. Kradną nie tylko mamusie. Ich rozwydrzone bachory rozczapierzonymi paluchami sięgają na sklepowe półki po słodkie czekolady, lizaki i wszelkie słodkie dobra. Ostatnio ktoś widział, jak dwuletni smarkacz jak zawodowiec zwinął z regału butelkę Luksusowej, bacznie się przy tym rozglądając, czy nikt nie widzi jego postępku. Ponoć po wyjściu ze sklepu flaszkę opchnął pięcioletniemu paserowi. Chwilę potem nieświadoma niczego mamusia głaskała małego synka po głowie. Czyż nie woła to o pomstę do nieba?                                    

    Pewnie tego rodzaju sytuacje zmusiły szefostwo sklepu PRL Społem, ups, PSS Społem "Lux" przy ul. Jagiellońskiej w Lesznie do ustanowienia zakazu wjazdu z wózkami. Identyczna wywieszka pojawiła się w sklepie PSS na rynku. I to dosłownie. Nie była to informacja, że uprasza się o grzecznie o nie wjeżdżanie z wózkami. Informacja brzmi: "zakaz wjazdu z wózkami". 

     Zakaz istnieje tam od dobrych kilku miesięcy i, przyznam szczerze, gdy zobaczy się go po raz pierwszy, coś niemiło kłuje w sercu. Mnie od razu przypomniały się znane z literatury czasy wojenne, gdy w Niemczech i w Polsce w wielu restauracjach i sklepach pojawiały się wywieszki: "Żydom wstęp wzbroniony". Najchętniej od razu zorganizowałabym ruch oporu wymierzony przeciw sieci PSS w Lesznie. Niestety, ze względów, których nie wyjawię, jestem zmuszona robić tam zakupy. Dlatego nad wywieszkami przeszłam do porządku dziennego, nie pozbyłam się jednak niesmaku podczas każdorazowych odwiedzin w "Luxie".

   Ale temat wrócił. Pochłonięta macierzyństwem z opóźnieniem czytam Panoramę Leszczyńską. Dopiero dziś, w ubiegłotygodniowym numerze,  natknęłam się na artykuł o tym dyskryminującym i niemiłym zakazie. Gdyby nie fakt, że zbliża się godzina 15, pobiegłabym z gratulacjami do sekretarza naszej redakcji. Uścisk ręki należy się za komentarz umieszczony pod artykułem, a odnoszący się do miejskiego rzecznika praw konsumentów i kierownika Gąsiorka ze sklepu PSS. Mianowicie obaj panowie, ogólnie rzecz ujmując, twierdzą, że matki wjeżdżające do sklepu z wózkami dziecięcymi… kradną. Dlatego Jarek Piotrowski z ironią radzi kobietom, co powinny zrobić. I słuszną reprymendę daje obu gościom. Mam nadzieję, że w pięty im poszło.             

   Jak wspomniałam, w "Luxie" muszę robić zakupy z pewnego przymusu – nie zdradzę, z jakiego, by nie zostać w tym sklepie zdekonspirowana :). Podoba mi się duży asortyment, aczkolwiek już obsługa przy kasach jest rodem z PRL-u. Czasem mam wrażenie, że zadając ekspedientce pytanie najzwyczajniej w świecie jej przeszkadzam. Inna sprawa, że ruszają się tam jak muchy w smole. A może to celowa praktyka personelu, by udowodnić, że peerelowski relikt może trwać w kapitalistycznej Polsce w niezmienionej formie?   

   I jeszcze jedno na temat sklepu "Lux". Jak już pisałam wcześniej w jednym z blogów, tam po prostu oszukują ludzi. Kantują ich patrząc prosto w oczy. Chodzi o kaszę gryczaną – ktoś kiedyś zwrócił ekspedientce uwagę, że termin przydatności do spożycia upłynął w styczniu tego roku. Kasza owszem, na kilka dni zniknęła ze sklepowych półek, po czym znów się pojawiła. Jedyna różnica polega na tym, że już nikt się nie dowie, kiedy mija termin jej przydatności. Wprawne oko dojrzy tylko wgłębienia, w których kiedyś czarnym tuszem wytłoczono kilka cyfr….

SHARE
Previous articlePodpalacz w akcji
Next articleUnia w finale MDMP