Wodzireja zastąpił animator

6

Wodzirej. Określenie, na którym dawno osiadł kurz. To coś tak anachronicznego, że trzeba cofnąć się do lat siedemdziesiątych minionego wieku i przywołać obraz Lutka Danielaka granego przez Jerzego Stuhra. Kim właściwie był wodzirej i pod jaką profesją ukrywa się dziś? Czy dzisiejsze imprezy sylwestrowe bardzo różnią się od tych z czasów wodzirejów?

Znikający alkohol

Osobą, która niewątpliwie kojarzy się z ostatnimi kilkudziesięcioma latami spędzonymi na estradzie w roli muzyka i wodzireja, jest Edward Baldys. Mało kto w Lesznie nie zna tego nazwiska. Żadna impreza Metalplastu nie mogła odbyć się bez zespołu Yeti.

– Byliśmy zespołem zakładowym. Na sylwestra zawsze w pracy, zawsze gotowi do działania – wspomina E. Baldys.

W jego pamięci imprezy sylwestrowe zapisały się pod hasłem: „wędrówki ludów”, bo sala Metalplastu mieszcząca się przy ulicy Magazynowej miała pewien mankament: na dole jadło się i piło, a na górze tańczyło. Ludzie wciąż wchodzili na górę lub schodzili na dół. Czasem tylko po to, by przeżyć szok…

– W czasach kryzysu, jeśli ktoś nieopatrznie zostawił wódkę na stole i poszedł na górę tańczyć, po powrocie butelki mógł już nie znaleźć – śmieje się E. Baldys.

Aby temu zapobiec, wraz z kolegami z zespołu wymyślił „taniec torebkowy”. Właśnie na takie hasło wodzireja panie wstawały od stolików, bez skrępowania chowały butelki z alkoholem do torebek i wraz z partnerami szły pląsać na górę. Z czasem usprawniono system pilnowania gorzałki: butelczyny podpisywało się własnym nazwiskiem i zanosiło pod opiekę orkiestrze.

– Ale to też był błąd – zdradza po latach leszczyński muzyk. – Z każdej połóweczki nasz elektroakustyk dyskretnie odlewał po kropelce czy dwóch…Z pięćdziesięciu butelek do rana sporo się dla nas uzbierało.

Ondulacja na tapecie

Mimo ciężkich czasów, wódki dostępnej wyłącznie na kartki i szarości dnia codziennego, ludzie w sylwestrową noc bawili się wyśmienicie. Kobiece toalety, choć z kiepskiej jakości materiałów, olśniewały panów. Panie błyszczały i nie żałowały brokatu. Całości nie była w stanie popsuć nawet trwała ondulacja – przez Baldysa nazywana parówkową trwałą – wyznaczająca fryzjerskie trendy przez wiele długich lat.

– No i taniec samoobsługowy, gdzie odległość między partnerami była większa niż długość… – puszcza oko wodzirej. – Może było śmiesznie, ale przy „Kochanie, jak się masz?” cała sala tańczyła w jednym rytmie, z rączkami w górę. Towarzystwo bawiło się wyśmienicie do rana. A dziś? O trzeciej sylwestrowe imprezy kończą się.

Nie miał skomplikowanej roli do spełnienia, a jednak traktowano go z atencją. Głównym punktem programu była loteria, którą musiał sprawnie przeprowadzić.

– Fanty były wówczas jedyną atrakcją – dodaje E. Baldys.

Nigdy nie musiał ludzi wyciągać siłą na parkiet. W czasach żabotów, klipsów i spinek do mankietów imprezy nakręcały się same. Ludzie – jak przekonuje muzyk – nie byli tak sztywni jak dziś, a sylwestrowy „zgon” nie był powodem do moralnego kaca nazajutrz. Obecnie – w opinii Edka Baldysa – wszystko stało się wyszukane, elitarne i eleganckie. Zmieniły się gusta i sposób imprezowania. Ludziom sama muzyka i trochę żartów przestało wystarczać.

– Moi koledzy po fachu mają coraz trudniejszą rolę do spełnienia – komentuje.

Według scenariusza

Patrycja Wachońska od dziesięciu lat spędza imprezy sylwestrowe zabawiając gości. To przedstawicielka nowego pokolenia, w którym nie ma miejsca na wodzirejów. Anachronicznego wodzireja w muszce zastąpił nowoczesny animator. Patrycja przyznaje, że branża eventowa jest trudna i trzeba się sporo napracować, by zadowolić klientów. Ludzie mają coraz większe wymagania. Dziś nikt, kto przyjmie zlecenie na oprawę artystyczną sylwestra, nie pójdzie do pracy z marszu.

– Trzeba opracować koncepcję, bo często imprezy są tematyczne. Muszę jednak przyznać, że uwielbiam moją pracę, a szczególnie moment tworzenia scenariusza. Scenariusz, który przygotowałam na tegorocznego sylwestra, jest odrobinę bajkowy i mam nadzieję, że uda mi się zaczarować gości – mówi Patrycja Wachońska, właścicielka firmy Media & Fun.

Jej praca w dużej mierze przypomina pracę aktora. Zależnie od tematu przewodniego Patrycja i jej współpracownicy wcielają się w różne postacie. Jeden z jej najciekawszych pod kątem zawodowym sylwestrów był właśnie tematyczny.

– Ci, którzy dali ponieść się fantazji i przebrali, jak zasugerował organizator za dawnych Rzymian, nadali imprezie fantastyczny ton. W połowie zabawy pary, które nie miały kostiumów, żałowały swojej decyzji i zazdrosnym okiem spoglądały na sąsiadów – przekonuje Wachońska.

Działanie zaskoczenia

Kiedy los rzuca kłody pod nogi wodzirej vel animator stają się na imprezie wręcz nieocenieni. A sylwestrowe, przykre niespodzianki, też czasem się zdarzają. Edward Baldys:

– Kiedy podczas imprezy zabrakło prądu sytuacja stała się krytyczna. Organizator nie pomyślał o agregatach. Długo zabawiałem gości gadaniem, ale ile można? W końcu zacząłem charczeć. Na koniec jeden z podchmielonych gości zawyrokował: „a co tam, śpiewaj pan panie Baldys, a my sobie będziemy tańczyć…”.
KAROLINA BODZIÑSKA