Kiedy poznamy prawdę?

3

{mosimage}

Wiadomo, że pokrzywdzony został już przesłuchany, ale dla wyjaśnienia sprawy konieczne są przesłuchania kolejnych dwóch nieletnich osób.

Niewiele chciał mówić

Mama chłopca Ewa Borowiak przyznała w rozmowie z Panoramą Leszczyńską, że jej syn zawsze był dość zamkniętym chłopcem. I być może dlatego o traumatycznym przeżyciu nie powiedział bliskim od razu, lecz sprawa wyszła na jaw, kiedy trafił do szpitala, gdzie wykonano zdjęcie rentgenowskie.

Gdy podczas wakacji młodego mieszkańca Święciechowy zaczęły dręczyć wymioty i biegunka, lekarz przypuszczał, że może to być grypa żołądkowo-jelitowa.

I uwierzyliśmy w tę diagnozę. Bo nawet przez myśl nikomu nie przeszło, że przyczyna może być taka, jak się to później okazało – tłumaczyła nam Ewa Borowiak.

Chłopiec dwukrotnie trafił na stół operacyjny w poznańskiej klinice. Podczas pierwszego zabiegu wycięto mu fragment jelita grubego wraz z ciałem obcym. Pękło jednak zespolenie jelita i konieczna była kolejna operacja. Chłopcu założono stomię.

Dramat, jakiego doświadczył, stał się głośny również w mediach ogólnopolskich. Na żywo ze Święciechowy nadawała stacja TVN. Dziennikarz rozmawiał z bliskimi dziecka, a także rodzicami chłopca, pod adresem którego padły oskarżenia, że przyczynił się do skrzywdzenia młodego mieszkańca Święciechowy. Rodzice ci z niedowierzaniem słuchali padających pod adresem ich dziecka oskarżeń, twierdząc, że to niemożliwe, by zrobił coś takiego.

Kolejne przesłuchania

Ewa Borowiak mówi, iż jej syn przez długi czas nie chciał rozmawiać na temat dramatycznych wydarzeń. Również w rozmowach z dziennikarzami zastrzegała, że mogą zadać kilka pytań jej synowi, pod warunkiem iż nie będą one miały bezpośredniego związku ze „sprawą”. Sama natomiast próbowała dopytywać go o szczegóły dramatycznego zdarzenia.

– Udało się nam z niego wyciągnąć jedynie, że stało się to na placu zabaw, a sprawcami są dwaj chłopcy – dodaje Ewa Borowiak.

(ama)

Więcej na ten temat w nr 5 "Panoramy Leszczyńskiej"

[KUP E-WYDANIE]