Cierpisz na przerost prostaty? Nie wstydź się, idź do lekarza

8

Nowotwór gruczołu krokowego (inaczej rak stercza lub rak prostaty) jest jednym z najczęściej występujących nowotworów złośliwych u mężczyzn. Rocznie diagnozuje się 10 tysięcy nowych przypadków. Wykryty we wczesnej fazie jest wyleczalny. Niestety, rak prostaty nie daje zauważalnych objawów przez wiele lat. Dopiero w ostatniej fazie – często, gdy są już przerzuty. Dlatego tak ważna jest profilaktyka, szczególnie u panów po pięćdziesiątce.

W ramach profilaktyki należy wykonać badanie krwi i z wynikiem pójść do urologa. Podczas diagnostyki warto sięgnąć po marker PSA (z angielskiego Prostate Specific Antygen). Oczywiście podwyższone stężenie PSA nie zawsze oznacza raka. Może być wynikiem innych schorzeń, takich jak łagodny rozrost prostaty, zakażenia dróg moczowych czy zapalenia prostaty. Zasadniczo jednak ułatwia wykrycie raka prostaty we wczesnej fazie.

– Marker nie jest drogi. Kosztuje jedynie 25 zł, a cena ta nie zmieni się do końca bieżącego roku. W dniu poprzedzającym badanie należy zjeść lekką kolację, a na badanie przyjść na czczo. Nasze laboratorium wykonuje badanie na miejscu, na aparaturze wysokiej klasy. Wyniki pacjent otrzymuje w dniu badania. Mam wrażenie, że mężczyźni są coraz bardziej świadomi zagrożeń i chętniej sięgają po badanie PSA – mówi Urszula Mamorska, mikrobiolog i kierowniczka Zakładu Diagnostyki Laboratoryjnej w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Lesznie.

Z wynikiem należy udać się do urologa, który wykona badanie prostaty per rectum czyli przez odbyt. Panowie najczęściej boją się tego właśnie etapu. Jeśli rezygnują z badania z powodu wstydu, powinni wziąć pełną odpowiedzialność za chorobę. Wstyd to niska cena za życie. Zresztą kobiety od chwili rozpoczęcia współżycia regularnie, raz do roku, chodzą do ginekologa i dla żadnej z nich badanie nie jest przyjemne. Kobiety chowają wstyd do kieszeni, bo wiedzą jaka na nich ciąży odpowiedzialność za swoje zdrowie. Podobne poczucie odpowiedzialności za rodzinę powinni mieć mężczyźni. Zarabianie to za mało, by zbudować stabilność i dać oparcie bliskim.

Jeśli urologa zaniepokoją wyniki PSA oraz badania per rectum, może poszerzyć diagnostykę np. wykonać usg i i skierować pacjenta na biopsję.

Każdy z nas w chorobie, szczególnie nowotworowej, potrzebuje wsparcia. Kobiety łatwiej się organizują i oddziały Amazonek można znaleźć właściwie w każdym mieście. Ze wsparciem dla mężczyzn jest gorzej. Istnieje Stowarzyszenie Mężczyzn z Chorobami Prostaty „Gladiator” im. Profesora Tadeusza Koszarowskiego w Warszawie, które ma swoich przedstawicieli w większych miastach.

– Żadnego pacjenta i wolontariusza z Leszna nie mamy, a szkoda, bo chętnie nawiążemy współpracę z taką osobę. Raz na kwartał wysyłamy naszym przedstawicielom komplet materiałów edukacyjnych i broszur, a ich  zadaniem jest rozpropagowanie ich w swoim regionie, wśród przyjaciół, pacjentów, sąsiadów – mówi Tadeusz Włodarczyk, prezes „Gladiatora”.

Kiedy „Gladiator” uruchomił telefon zaufania przez pierwsze cztery lata dzwoniły wyłącznie kobiety.

– Były zdesperowane. Nie wiedziały, jak pomóc choremu partnerowi, bo ten nie chciał z nimi na temat swojej choroby rozmawiać. To wciąż żywy problem. Mężczyźni nie chcą mówić, bo boją się utraty męskości w oczach kobiet – tłumaczy prezes.

Boją się nie tylko reakcji kobiet, ale i otoczenia. Niedawno do „Gladiatora” zadzwonił pacjent z okolic Białegostoku. Mieszkaniec malutkiej wsi. Kiedy wyszło na jaw, że ma raka prostaty ludzie chcieli go ze wsi przepędzić.

– To niewiarygodne, ale mieszkańcy byli przekonani, że mężczyzna ich zarazi – wyjaśnia prezes. – Dlatego nasza działalność jest potrzebna. Osoby, które potrzebują wsparcia lub chciałyby w ramach wolontariatu współpracować z „Gladiatorem” proszone są o kontakt pod nr tel. 502 438 648

62-letni leszczyniak miał 41 lat kiedy trafił do urologa z powodu problemów z nerkami. Przy okazji wyszło na jaw, że ma przerost prostaty.

– Lekarz powiedział, że nie ma powodów do paniki, bo gruczoł ma tendencję do zwiększania się i zmniejszania. Wziąłem to za dobrą monetę i chociaż zalecił kontrolę co jakiś czas, ja zupełnie to zaniedbałem. Do pięćdziesiątki nie miałem żadnych przykrych objawów – wspomina 62-latek.

Potem zaczęły się problemy z oddawaniem moczu. Znów trafił do urologa i leczył się przez pięć lat bez szczególnych efektów. Kiedy obudził się ze spuchniętym jądrem, zmienił lekarza.

– Okazało się, że w trakcie dekady prostata rozrosła się do 11 centymetrów w obwodzie. Nowy lekarz wykonał badanie PSA, a kiedy wyniki go zaniepokoiły, skierował mnie na biopsję. W końcu przeszedłem dwa zabiegi i dziś sprawnie funkcjonuję. Biopsja też była dla mnie pomyślna, ale wiem, że nie mogę zaniedbać kontroli. Dla mężczyzn mam jedną radę: nie wstydźcie się pójść do lekarza, rozmawiajcie o problemach z partnerkami, a kiedy wasz urolog nie spełnia waszych oczekiwań nie bójcie się go zmienić. Tu chodzi o wasze życie. Oczywiście badanie przez odbyt jest krępujące, ale to nie ma żadnego znaczenia, bo zdrowie to podstawa. Jeśli będziecie się badać i?leczyć skorzystacie nie tylko wy, ale także wasze partnerki – apeluje leszczyniak.
           Karolina Bodzińska