Zysk na koniec roku

40

Z Piotrem Jeske, byłym dyrektorem Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Lesznie, rozmawia Rafał Makowski.

Władze Wielkopolski twierdzą, że nie były zaskoczone pana rezygnacją. Ponoć nie radził pan sobie z kierowaniem szpitalem w Lesznie.

To zastanawiające, gdyż sytuacja szpitala ulegała w ostatnim okresie znaczącej poprawie. Choć w lipcu br. strata szpitala wynosiła 2,4 mln zł, w ub.r. w tym okresie było to prawie 3,6 mln zł, w kolejnych dwóch miesiącach została zredukowana do 1 mln zł. Z jednej strony mieliśmy bowiem już koszty nadwykonań usług medycznych za ten rok, w tym pakietu onkologicznego, a z drugiej wciąż czekaliśmy na pieniądze za nadwykonania kontraktu w 2013 r. Ostatnie kłopoty z płynnością finansową lecznicy wiązały się głównie z tym, że NFZ nie dokonał zapłaty za te świadczenia w lutym tego roku, mimo takiej obietnicy. Musieliśmy więc pójść do sądu. Na początku października otrzymałem propozycję zawarcia ugody pozasądowej – łączna kwota została wyszacowana na ok. 2,1 mln zł. Wpływ tych środków radykalnie poprawi stan finansów szpitala. Do tego trzeba dodać ok. 1 mln zł dodatkowych wpływów za leczenie pacjentów z powiatu górowskiego, którzy trafili do Leszna po zamknięciu części oddziałów szpitala w Górze oraz 870 tys. zł zwiększenia kontraktu na pozostałe świadczenia w 2015 r. Te wpływy pozwolą na uregulowanie wszystkich wymagalnych zobowiązań, szpital będzie miał zysk na koniec roku.

Nie wiedział o tym zarząd województwa wielkopolskiego?

Leszek Wojtasiak, odpowiedzialny w nim za służbę zdrowia, nie chciał o tym słyszeć. Nie miał zamiaru ze mną – ekonomistą – rozmawiać o finansach. Nie interesował się naszym projektem liczenia kosztów procedur i budżetowaniem. Po uroczystym przekazaniu nowej karetki w Lesznie powiedział mi, że mam napisać rezygnację. Uznałem, że jeśli z szefem nie można rozmawiać merytorycznie, to trzeba odejść. Szpital jest na stabilnych nogach, mój następca nie powinien tego zepsuć.

Ponoć przygotowany przez pana program restrukturyzacyjny szpitala nie został przez zarząd województwa przyjęty?

Nie został przyjęty bo na takim zarządzie nie stawał. To była jedynie aktualizacja programu z 2012 r. Jest ona realna, a nie hurraoptymistyczna, choć oparta jeszcze na danych z września. Nie usłyszałem co do niej żadnych zarzutów merytorycznych. Podejrzewam, że Leszek Wojtasiak nawet tego dokumentu nie przeczytał.

Inny zarzut władz wojewódzkich to rzekome rządzenie szpitalem przez sitwę lekarzy. Część z nich pracuje także w prywatnych firmach mających kontrakty z NFZ, konkurujących z lecznicą.

Departament zdrowia Urzędu Marszałkowskiego nie zatrudnia ani jednego lekarza, więc nie ma pojęcia, co się dzieje w terenie. Nazwanie lekarzy „sitwą” świadczy o tym, że albo się nie rozumie problemu, albo ich się po prostu nie lubi. Sytuacja, gdy lekarze szpitalni jednocześnie pracują w firmach, które kontraktują usługi z NFZ, pojawiła się już cztery lata temu. Wtedy NFZ zakontraktował na pięć lat usługi z tej samej puli pieniędzy, co dla szpitali, także u innych podmiotów prywatnych – w Lesznie to Ventriculus, Vigor-Med i Onko-Med. To wówczas NFZ zaakceptował taki stan prawny pracy lekarzy.

Nic pan nie zrobił, by to zmienić? Można było do kontraktu z lekarzami wpisać zapis zakazu konkurencji?

Na rynku brakuje specjalistów, gdybym mógł wybierać w kandydatach, to bym zmienił tę sytuację. Zacząłem za to szukać nowych lekarzy. Zatrudniłem dwóch młodych lekarzy na urologii, mam też nadzieję, że wszyscy obecni stażyści także na innych oddziałach, np. okulistyce czy onkologii zostaną w szpitalu po zdobyciu specjalizacji. Firmy prywatne są obecnie konkurencją dla szpitala, ale w rozumieniu NFZ tak nie jest, bo nie ma zakazu łączenia pracy w publicznym szpitalu i w prywatnej firmie. Popełniono błąd przy kontraktowaniu usług. Trzeba było wówczas wprowadzić zasadę, że w pierwszej kolejności NFZ podpisuje umowy ze szpitalami, w których prowadzone są całodobowe ostre dyżury, a jak zostaną pieniądze, to mogą skorzystać z nich także inne podmioty. Wiadomo przecież, że w prywatnych lecznicach w ramach tzw. chirurgii jednego dnia wykonuje się najbardziej rentowne usługi, reszta pacjentów trafia do nas.

A czemu części tych rentownych nie wykonuje właśnie szpital?

To właśnie zacząłem zmieniać. Dlatego zarzut władz Wielkopolski, że się poddałem, bo nie miałem wizji rozwoju, jest najbardziej kuriozalny, jaki usłyszałem w swym życiu. Pomysłów miałem mnóstwo, część już weszła w życie, inne czekają. Spółka Nafis, prowadząca od 9 lat w leszczyńskim szpitalu ośrodek kardiologii inwazyjnej, planuje w jego pobliżu budowę nowej trzykondygnacyjnej siedziby i poszerzenie swych usług m.in. o chirurgię naczyniową. Jak tylko mogłem blokowałem procedurę budowlaną, bo to dla szpitala po prostu strzał w kolano. Chciałem dla WSZ zdobyć za rok kontrakt na te bardzo dobrze wyceniane przez NFZ usługi, oczywiście po przeprowadzeniu wcześniejszych prac adaptacyjnych pomieszczeń. Jeszcze w tym roku ma trafić do szpitala wart ponad dwa miliony złotych angiograf, potrzebny specjalistom z kardiologii inwazyjnej, ale także i naszym neurologom.

Czy uda się jednak przejąć te usługi dla szpitala?

To zadanie dla mojego następcy. Za mojej kadencji żadnej usługi szpital nie stracił na rzecz firmy zewnętrznej. Mało tego – odzyskaliśmy tzw. wieczorynkę, czyli nocną i świąteczną opiekę medyczną, utrzymaliśmy laryngologię, choć na początku brakowało obsady lekarskiej na oddziale. Jeszcze w tym roku lecznica będzie miała własny rezonans magnetyczny, dzięki czemu nie będzie musiała słono płacić za wykonanie badań w prywatnej firmie. W ten sposób poprawi się znacząco zarówno dostępność do wysokiej jakości badań, jak i rentowność naszego szpitala.