Mistrz w speedrowerze

4
Udział w zawodach daje Michałowi Sasskowi dużą satysfakcję, ale ma świadomość, że speedrower to nie żużel i z tego sportu żyć się nie da. Pilnie uczy się więc do matury, aby zdobyć wymarzony zawód… strażaka.

18-latek z Popowa Wonieskiego (gm. Osieczna), zawodnik LKS Szawer Leszno, jest aktualnym mistrzem Polski juniorów i zdobywcą srebrnego medalu w speedrowerowych mistrzostwach świata juniorów. W następnym sezonie będzie już startował w innej kategorii wiekowej, gdzie rywalizacja będzie dużo trudniejsza, ale patrząc na jego stale rosnącą formę można podejrzewać, że z miejsca na podium nie zrezygnuje.

– Zrobię co w mojej mocy – śmieje się Michał Sassek. – Lubię sobie stawiać wysoko poprzeczkę.

Nie wiadomo jednak, czy dalej będzie ścigał się w barwach leszczyńskiego klubu. Już teraz otrzymuje wiele kuszących propozycji z innych miast, ale decyzji jeszcze nie podjął.

Przygodę ze sportem nastolatek z Popowa Wonieskiego zaczął od… tańca i to od tańca ludowego. Razem ze starszą siostrą Anią kilka lat spędził w Zespole Tańca Ludowego „Moraczewo”.

– To był wspaniały czas. Wiele się nauczyłem i razem z zespołem zwiedziłem sporo krajów, ale w pewnym momencie zaczęło mi brakować adrenaliny. Pomyślałem więc, aby poszukać sobie jakiejś innej aktywności fizycznej – zdradza speedrowerowy mistrz.

Zaczął marzyć o jeździe na żużlu, a marzenia te podsycał jeszcze starszy brat Jakub, który jest ogromnym fanem tego sportu. Niestety, rodzice stanowczo zaprotestowali. Uznali, że to zbyt niebezpieczne zajęcie dla 13-latka.

– Największą oponentką była mama, która jest pielęgniarką na oddziale intensywnej terapii w leszczyńskim szpitalu, bo zdawała sobie sprawę, jakie urazy mogą mi się przytrafić – wyznaje M. Sassek.

Bracia nie zamierzali jednak tak łatwo się poddawać. Przeglądając strony internetowe natrafili na informację o speedrowerze, od którego kariery sportowe zaczynało wielu znanych żużlowców. Jadąc na pierwszy trening nie wiedzieli nawet dokładnie, na czym ten sport polega i jak wygląda rower, którym jeżdżą zawodnicy. Chcieli przecież przede wszystkim zyskać czas, aby przekonać rodziców do żużla.

– Przez kilka lat zaraz po szkole brat wiózł mnie na trening, na stadion. Potem zacząłem jeździć sam. Początki nie były łatwe. Szczególnie dużo problemów sprawiały mi starty. Jeździłem jak wariat, byle wygrać, a nie zawsze gra była warta świeczki. Z czasem nauczyłem się kalkulować, kiedy opłaca się zaryzykować, a kiedy jest to zupełnie bez sensu – wyznaje 18-latek.

Michał Sassek zdradza też, że choć jest to sport bezpieczniejszy od żużla to jednak też bardzo kontuzyjny. Miał już urazy kostki, nadgarstka, palca i poważną kontuzję kręgosłupa, przez którą wylądował w szpitalu.

– Moi najwierniejsi kibice to rodzina i moja dziewczyna. Jedynie mama nie jeździ na zawody, bo to dla niej zbyt stresujące. Woli po wszystkim już przez telefon poznać wynik – mówi M. Sassek.

Nastolatek dodaje, że sezon w speedrowerze trwa wyjątkowo krótko. Ścigać na stadionie można się tylko latem, w pozostałych porach roku pozostają ćwiczenia kondycyjne, głównie na siłowni. On ma to szczęście, że wuefista w jego szkole Miłosz Sibilski, jest trenerem LKS Szawer Leszno.

– Uczę się w Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych w Nietążkowie. Wybrałem klasę strażacką, bo z tym fachem chciałbym związać swoją przyszłość. Myślę o Wyższej Szkole Aspirantów Pożarnictwa w Poznaniu, ale dostać się tam nie jest łatwo – mówi nastolatek.

Obok sportowych pasji Michał Sassek rozwija też swoje artystyczne zdolności. Zrezygnował co prawda z tańca, ale nie z muzyki. Przez kilka lat pobierał lekcje gry na gitarze basowej. Udzielał się między innymi w szkolnym zespole Strefa Sacrum, którego opiekunem jest polonistka i ksiądz.

– Niestety, ostatnio w zasadzie nie mam dla zespołu w zasadzie czasu. Pochłaniają mnie treningi i przygotowanie do matury – przyznaje M. Sassek. – Nie mam jednak wątpliwości, że to sport nauczył mnie rozsądnego gospodarowania czasem i sprawił, że przez wiele lat mogłem rozwijać równocześnie różne pasje. mach