Marcina Rozynka ubieranie do snu

6

 

 

 

    Z Marcinem rozmawiamy o tym, jak rodził się ten krążek, gdzie artysta szukał inspiracji oraz dlaczego postanowił nawiązać do poezji Stanisława Grochowiaka.

    Czy praca nad tym krążkiem była pod jakimś względem trudniejsza niż nad poprzednimi płytami?

    Można powiedzieć, że trudności, które pojawiały się przy nagrywaniu tej płyty, ostatecznie w jakimś stopniu mogły paradoksalnie jej się przysłużyć. Bo doprowadziły mnie do wielu ciekawych miejsc, do których nie doszedłbym, nagrywając wszystko „klasycznie”. Chodzi mi głównie o sprawy aranżacyjne, większą liczbę prób i doświadczeń odnoszących się do różnego rodzaju rozwiązań dotyczących brzmienia i kompozycji, ale – nie ukrywam – również o konieczność poradzenia sobie z wieloma własnymi słabościami czy brakiem doświadczenia na tych nowych polach. Konieczność realizowania nagrań własnego wokalu była skrajną trudnością. Na szczęście okazuje się, że technika studyjna doszła już dzisiaj tak daleko, że absolutnie wszystko można zrobić samemu i na dodatek we własnym domu.

    Dlaczego zdecydowałeś się nie tylko napisać teksty i skomponować muzykę, lecz również zagrać wszystkie partie instrumentalne?

    Zanudziłbym się na śmierć, gdybym cokolwiek, co przyszłoby mi robić w życiu, zamykał w bardzo ścisłych granicach i nie wyglądał poza nie, nie starał się czerpać z jakiegoś rozwoju zwykłej przyjemności, a co za tym idzie – nie podejmował kolejnych prób pójścia z każdym krokiem kawałek dalej. Kiedyś pierwsze były teksty, do nich na pewnym etapie dopisałem muzykę, bo po prostu poczułem taką potrzebę i już była piosenka. Idąc dalej, nauczyłem się grać na paru instrumentach, później przyszła kolej na zabawę w studiu, produkcję, realizację i zanim się obejrzałem, powstała ta płyta. Zwykła kolej rzeczy. Trudno pozwolić robić innym coś, co mnie samemu sprawia przyjemność.

    Jak długo pracowałeś nad materiałem na płytę?

    Długo, bo inaczej niż dotychczas. Nie stawiałem sobie za cel, że taka czy inna piosenka ma brzmieć dokładnie tak, a nie inaczej, a raczej pozwalałem im rozwijać się samym. Każdy, nawet najprostszy utwór, ma jakiś własny wrodzony charakter. Niektóre układy akordów niosą człowieka w bardzo konkretne rejony. I tak właśnie pracowałem. Piosenka „Tok Music” od początku poszła w okolice brzmień Massive Attack i nie zamierzałem tego w najmniejszym stopniu zmieniać, tylko jak najdłużej się da iść tym tropem. Podobnie było z „Ubieraniem do snu”, gdzie od pierwszych nagrań utwór ułożył się w stylistykę dotychczas niespotykaną na moich płytach. Czasem spoglądałem na to z boku, zastanawiając się, czy nie nazbyt przesadzam, ale szybko machałem na to ręką i robiłem swoje.

    „Ubieranie do snu” – dlaczego nawiązanie akurat do Grochowiaka?

    Bo to genialny poeta był. I tyle. Niedawno odkurzyłem swoje stare szpargały z liceum i znalazłem tam wierszyk datowany na 1989 rok dedykowany właśnie jemu. Jego poezja o wiele silniej oddziałuje na ludzi, którzy mieszkają w Lesznie. Grochowiak jest częścią nie tylko polskiej poezji, ale i historii tego miasta. Można dojść do wielu ciekawych wniosków, rozmyślając o jego życiu, losie. Poza tym sposób, w jaki pisał, wydał mi się w tym momencie oczyszczający. Dławiąco wręcz prawdziwy i bezpośredni. Zupełnym zwieńczeniem tego miał być tytuł, który odnosił się bezpośrednio do jednego z wierszy, z tomiku „Rozbieranie do snu”, którego 50-lecie wydania obchodzimy akurat w tym roku. Stanisław Grochowiak rozmyślał o życiu, jak o szeregu czynności rozbierających nas, aż do wiadomego końca. Mnie skojarzyło się to z procesem odwrotnym, ubierania, gromadzenia w swym życiu  rzeczy pozornie tylko nam potrzebnych. Każda z tych piosenek jest takim kolejnym ubiorem.

    Skąd czerpałeś inspiracje, pisząc teksty piosenek, które znalazły się na tej płycie? Opowiadają one o tobie, twoich przeżyciach, a może o tym, co wokół, o przeżyciach innych ludzi?

    To konkretne opisy, konkretnych sytuacji czy zdarzeń.

    Uważasz ten krążek za swoje spełnienie czy jedynie kolejny krok na muzycznej drodze?

    Nie ma spełnienia. I nigdy nie było. Wszystko, co robimy, to jedynie mniejsze bądź większe kroki, po drodze, tu czy tam. Każde spełnienie jest jedynie jak zając z „Alicji w krainie czarów” – całkowicie nieuchwytne.

    Czy któryś z utworów na nowej płycie ma dla ciebie szczególne znaczenie? Jeśli tak, to dlaczego?

    „Make love not pis” – piosenka będąca chyba najbliżej mojego obecnego spojrzenia na sprawy dookoła. Tego całego teatru ludzkich wygłupów, od sejmu, poprzez wszystkie media świata, aż po sprawy lokalne, najbliższe. Tych wszystkich przepychanek i bzdur, których wciskanie przychodzi nam znosić ze spokojem każdego dnia i tego, jak bardzo jesteśmy w stanie uwierzyć, że jesteśmy całkiem szczególni i że jeśli kogoś miałoby spotkać coś złego, to na pewno nie nas. Tego poczucia, że jeśli nam dzisiaj czegoś brakuje, to nic, zawsze możemy sobie to kupić. Dzisiaj już nawet w każdej chwili. I nic nas nie zatrzyma.

    Pomysł na okładkę jest twojego autorstwa? Dlaczego tworzy ją czarno-biała kolorystyka?

    Tym razem bez półcieni, bez zbędnych drobiazgów. To jest pomysł kilku osób. Od grafika po mnie i ludzi z wydawnictwa. Czy się nam to podoba czy nie, świat dzisiaj jest coraz bardziej czarno-biały, a co najgorsze, tak skutecznie czarno-biały, że coraz trudniej pojedynczym ludziom wcisnąć w te tryby choćby szpilkę.

Rozmawiała: ANNA MAĆKOWIAK

Fot.S.Skrobała

 

Marcin Rozynek – urodził się w 1971r. w Żywcu.W swojej karierze wydał sześć płyt, w tym dwie z leszczyńską grupą Atmosphere. Współpracował ze znanymi muzykami, m.in. z Grzegorzem Ciechowskim. Pierwsza solowa płyta Marcina Rozynka nosiła tytuł „Księga Urodzaju”. Kolejne to: „Następny będziesz ty”, „On-Off”. Najnowsza płyta – „Ubieranie do snu” – ukazała się 9 lutego 2009r.